Wiele kontrowersji wywołuje książka prof. J. Tomasza Grossa „Strach”, ale gdzie tkwi przyczyna tego, że jednocześnie tolerancja dla wydawnictw otwarcie antysemickich i rasistowskich jest prawie niczym nieograniczona?
Często pod kościołami można kupić wiele antysemickich broszurek, które są opatrzone swastykami, znakami „szczerbca” i tym podobnymi faszystowskimi emblematami. Głośna swego czasu księgarnia „Antyk” znalazła życzliwą gościnę w podziemiach kościoła pod wezwaniem Wszystkich Świętych. Przez lata bez problemu zajmowała się sprzedażą publikacji głoszących nienawiść rasową. W pewnym okresie nawet w kioskach RUCH-u i EMPiKach można było nabyć skrajnie antysemickie publikacje Leszka Bubla. Nie ma też mocnych na rasistowską stronę internetową Redwatch. Bez większych przeszkód działają również takie organizacje, które dawno powinny być zdelegalizowane w imię obowiązującego w Polsce prawa, jak Obóz Narodowo-Radykalny czy Narodowe Odrodzenie Polski.
Bywa jednak, że w „Naszym Dzienniku” systematycznie ukazują się publikacje Jerzego Roberta Nowaka, które zawierają liczne akcenty antysemickie. Na falach zaś Radia Maryja tego typu poglądy są dopuszczane.
W takiej atmosferze nie sposób się dziwić, że głoszenie antysemityzmu nie jest ścigane. Jest bowiem medialne i niestety dość oczywiste przyzwolenie na szerzenie antysemityzmu pod parawanem dbania o fałszywie pojmowane „dobre imię Polski”. W tym kontekście zrozumiałe są lęki, że być może niedługo obudzimy się w kraju, w którym znad obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu będzie unosił się dym.


