Przeczytałem książkę Ewy Egejskiej "Czarodziejki.com" (Octopus Centre, Wroclaw 2007), która jest znakomicie napisanym reportażem z życia trzech młodziutkich dziewczyn do towarzystwa, które na co dzień pracują w jednej z warszawskich agencji towarzyskich. Książka jest pełna wulgaryzmów i obsceniczności. Czyta się ją jednak znakomicie, gdyż widzimy w niej kawałek prawdy z otaczającej nas rzeczywistości.
Książkę Egejskiej czyta się dobrze. Czytając ją, poznajemy młodziutkie dziewczyny, które z własnej woli trafiły do pracy w burdelu. Doskonale poznajemy je od wewnątrz, a także ich motywacje, które sprawiły, że zdecydowały się pracować jako prostytutki. Poznajemy jednak też klientów tych dziewczyn, którzy tak naprawdę rekrutują się z dość szerokich warstw społecznych.
Przez książkę Egejskiej przelewa się sperma w burdelowym życiu panienek. Klienci wylizują w podnieceniu ich cipki. Jerzy Urban jest zachwycony książką Egejskiej i pisze, że "reprezentuje realizm edukacyjny". Faktem jest jednak, że te dziewczyny same zdecydowały się sprzedawać własne ciało. Uważam, że mają do tego święte prawo i nic nikomu do tego. Gorzej, jeżeli dziewczyna z Ukrainy trafia do domu publicznego w Hamburgu wbrew własnej woli, co już jest przestępstwem i z czym należałoby bezwględnie walczyć.
Dziewczyny, które opisała Egejska, nawet nie są z początku całkiem złe. Decydują się jednak pracować jako prostytuki, gdyż myślą przede wszystkim o łatwo dających się zarobić pieniądzach. Często bywa, że w prawie każdym swoim kliencie widzą jedynie dające wyciągnąć się od niego pieniądze. Nie ze wszystkimi mają prawdziwe orgazmy, często udając i czarując, jak najlepiej tylko umieją. Na tym w końcu polega ich praca.


